artykuły

Decyzja o amputacji

Należy powiedzieć sobie szczerze, że albo mamy możliwość podjęcia takiej decyzji, albo jesteśmy postawieni przed faktem dokonanym, bo lekarze musieli ratować nasze życie np. po ciężkim wypadku. Nie będę Wam mówić, która z tych opcji jest lepsza, bo zapewne żadna i każdy kto jest obecnie po amputacji, albo oczekuje na ten zabieg chciałby, żeby nigdy do niego nie doszło.
Jestem zdania, że cale kalectwo, czy niepełnosprawność to nie tylko brak funkcjonalności jakiejś części, bądź całości naszego ciała, to przede wszystkim stan naszego umysłu. Możecie się ze mną nie zgadzać, ale takie jest właśnie moje zdanie.
Osoby, które zostały postawione przed faktem dokonanym i nie miały żadnego wpływu na decyzję o amputacji często zmagają się z wieloma zaburzeniami funkcjonalnymi i psychicznymi. Mają wiele problemów z zaakceptowaniem zaistniałej sytuacji, z zaakceptowaniem własnego ciała. Często zmagają się z załamaniami nerwowymi, szczególnie jeżeli nie mają oparcia w bliskich, czy nawet obcych, którzy znaleźli się w takiej samej lub podobnej sytuacji, a jednak udało im się wrócić do sprawności.
Bez względu na przyczynę amputacji (urazową, naczyniową, nowotworową) jest to zawsze ostro powstałe kalectwo, które prowadzi do wielu zaburzeń. Osoba, której odjęto kończynę, doznaje szoku psychicznego, zablokowania wielu potrzeb, obnażenia organizmu przez ograniczenie sprawności fizycznej, zmianę dotychczasowej koncepcji obrazu własnego ciała, układów tzw. stereotypów dynamicznych. Zmianie też ulega jej dotychczasowa rola w rodzinie, zawodowa i społeczna.
Podsumowując – decyzja o poddaniu się amputacji wcale nie jest łatwa, lekka i przyjemna, nawet jeśli podejmowana jest z pełną świadomością. Tak jak było w moim przypadku.
Jak już pisałam wcześniej, widmo amputacji wisiało nade mną od czasu wypadku samochodowego, który miał miejsce w 1987 roku (dawno, wiem 🙂 ). Byłam wtedy dzieckiem i taka perspektywa była dla mnie nie do przyjęcia i napawała mnie przerażeniem. Wtedy udało się operacji uniknąć, czy to dobrze, czy źle zostawiam Waszej ocenie. Ja uważam że z jednej strony dobrze, bo dzięki temu nie musiałam wymieniać protez podczas okresu dorastania, a z drugiej strony źle, bo przez 25 lat gronkowiec zatruwał mój cały organizm, przez co pojawiły się inne komplikacje.
Summa sumarum decyzja zapadła w 2014 roku w sierpniu, po kolejnym bardzo gwałtownym ataku zapalenia kości. Nie powiem Wam, że było łatwo, bo nie było. Było mi bardzo ciężko, przez trzy dni nie mogłam spać i praktycznie cały czas wyłam. Decyzji jednak nie podjęłam sama i dziś wiem, że nikt nie powinien takiej decyzji podejmować sam. Decyzję podjęliśmy we dwójkę, bo we dwójkę idziemy przez życie już jakiś czas i to wsparcie miało dla mnie ogromne znaczenie, przede wszystkim pomogło zachować zdrowe zmysły i nie poddać się rozpaczy. Praktycznie do momentu operacji wiedziało o nasze decyzji niewiele osób, nawet najbliższa rodzina. Wiedziałam ja, mój mąż, moja siostra i dwie osoby w pracy, które wiedzieć o tym powinny.
Możecie uznać, że takie podejście jest bardzo samolubne, ja jednak uważam, że dzięki temu udało mi się uniknąć tłumaczenia wszystkim dookoła: po co? na co? i dlaczego? Nie do końca co prawda, ale nie musiałam wysłuchiwać użalania się nade mną, jaka to ja jestem biedna / nieszczęśliwa / jak mi będzie ciężko – bo i tak doskonale zdawałam sobie z tego sprawę. A zapewne wiele osób chciałoby mnie jeszcze odwieść od tej decyzji, gdzie akurat człowiek sam ze sobą jest pod taką presją psychiczną, że jest mu to zupełnie zbędne.
Poszukiwałam informacji na temat amputacji. I co znalazłam? W zasadzie niewiele… parę stron traktujących o technicznych aspektach amputacji, parę już zdecydowanie nieaktualnych i jedną czy dwie godne uwagi. W zasadzie nic, co mogłoby pomóc mi przejść przez to wszystko. Zero informacji z kim można by było porozmawiać, na co się przygotować, co może mnie czekać.
Gdyby nie ogromne wsparcie najbliższych – męża i siostry, a szczególnie mojej babci, która była u mnie codziennie – pewnie nie dałabym rady. To też jedna z przyczyn dlaczego zaczęłam pisać funpage na facebooku.
Nie wiem jak jest w innych miastach, ale w Szczecinie i okolicach to temat tabu. Nawet na Pomorskim Uniwersytecie Medycznym (nomen omen – jednej z lepszych uczelni medycznych w Polsce z tego, co się orientuję) na temat amputacji w bibliotece są trzy (!sic!) TRZY ?!?!?! książki na ten temat, z czego jedna z 1985 roku. Przy informacjach o ponad dwunastu tysiącach amputacji rocznie w całym kraju?! W mieście wojewódzkim nie ma informacji na ten temat, nie ma wsparcia psychologicznego, ba – nie ma nawet komu wypłakać się w rękaw. Nie każdy ma na tyle silną psychikę, aby poradzić sobie samemu. We wszystkich książkach, jakie wpadły mi w łapki do tej pory, zwraca się szczególną uwagę na to, że w szpitalach powinna być przeprowadzona rozmowa z pacjentem w obecności psychologa, czy terapeuty – powiedzmy sobie szczerze – to fikcja – takie coś nie istnieje.
Amputacja to nie jest obtarte kolano, które się otrzepie i człowiek pójdzie dalej, to bardzo poważna decyzja, która wpływa nie tylko na osobę, która się jej poddaje, wpływa na całe najbliższe otoczenie, czasami również na dalsze (ale o tym innym razem).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *