historia

Czy było warto?

Często na swojej drodze spotykam ludzi, którzy… pytają albo stwierdzają: „ale chyba było warto???”. Nie jest łatwo odpowiedzieć, od tak, czy było warto amputować nogę.
To samo pytanie zadawałem ja, jakieś półtora roku temu Annie, dzwoniłem, pytałem jak wygląda życie po amputacji. Usłyszałem wtedy, że na pewno nie jest to proste i na pewno nie będzie łatwo. Dla jasności, borykałem się z guzem kości podudzia, później kilka operacji, w sumie kilka lat noszenia gipsu, kolejne operacje i noga, na której nie da rady chodzić, stać, pracować, żyć i tak jakieś dziewięć lat. To tak w wielkim skrócie, nie będę się o tym rozpisywał, bo nie chcę żeby ktoś pomyślał, że się chwalę czy żalę.
Nie mogę też powiedzieć, że to wina np. lekarzy, że oni coś źle zrobili i dlatego tak wyszło. Zajmowali się mną, robili co mogli, pomagali, starali się. Temat amputacji pojawiał się dość często „a może by…???” padało z mojej strony, wtedy lekarze odpowiadali zawsze zdążysz amputować. Trzeba spróbować to wyleczyć. Jako osoba posiadająca nogę, nie rozumiałem ich postępowania. Większa była chęć wyzdrowienia i powrotu do normalności.
Pytając, czy było warto amputować nogę? Myślę, że inaczej już się nie dało, tak u mnie jak i u innych, nie było już wyjścia. Czy chciałem żeby amputowali mi nogę? Oczywiście, że NIE. Kto, przy zdrowych zmysłach, normalny, chce żeby mu amputowali nogę.
LUDZIE nie było innej rady. Życie, jeśli można to tak nazwać z chorą nogą i gipsem, ważącym czasem więcej niż nam się wydaje, potrafi okropnie zmęczyć. Gdy nie widać już sensu życia z gipsem, gdy nie ma już siły na życie z czymś przypominającym nogę, wtedy trzeba podjąć radykalne decyzje, bo albo w prawo, albo w lewo, albo się uda, albo nie.
Amputacji żałuje się już parę godzin po niej, jak puszcza znieczulenie i zaczyna się jazda z bólem. W moim przypadku to było coś niesamowitego, bóle fantomowe na przemian z bólem pooperacyjnym. Nigdy nie doznałem czegoś takiego, a myślałem, że dużo przeżyłem. Na pewno jest łatwiej obudzić się osobie, która wie, że będą nogę amputować, niż obudzić się po wypadku i dopiero się dowiedzieć o amputacji. Współczuję każdemu, kogo spotkał taki szok.
Procedury szpitalne w przypadku amputacji zostawiają wiele do życzenia. Po tygodniu wracamy do domu, dostajemy tabletki, leki i walka trwa dalej, a przede wszystkim ból. Na to trzeba się nastawić.
U mnie ból był głównie fantomowy, czyli ból nogi której nie ma, palców, stopy, kostki, ból jakby położył ktoś mi na palec ze dwie tony, albo walił mnie młotem po kostce, ból, który nie pozwalał zasnąć, żyć, myśleć, robić cokolwiek. Jak już uda nam się wygrać z bólem, pokonać wszystkie przeciwności zaczyna się formowanie kikuta, robienie protezy tymczasowej, nauka chodzenia. Wszystkie formalności ze zdobyciem środków na protezę stałą to odrębny temat.
Ja po roku chodziłem na stałej protezie. Rok po amputacji byłem na moich ukochanych Mazurach i dobrze się bawiłem. W rok po amputacji robiłem rzeczy, które kiedyś były po za moim zasięgiem. Jazda rowerem, spacery, jazda autem, nordicwalking, chodzenie na siłownię, czy jakieś wycieczki, o lataniu na motolotni nie wspomnę. Serio w rok zrobiłem więcej, niż kiedyś przez lata. Mogłem wędkować, swoją drogą to był mój najlepszy sezon wędkarski w życiu. Spędziłem naprawdę dobry czas dużych postępów w życiu. To też nie przyszło łatwo, poświeciłem godziny ćwiczeń i rehabilitacji itd.. Samo się nie zrobi. Trzeba zacisnąć zęby, hartować kikut, ćwiczyć mięśnie i walczyć z samym sobą o każdy krok.
Więc na pytanie czy warto było??? Zrobiłem co musiałem, albo życie bez nogi i próba życia na protezie, albo brak życia i dalsze próby leczenia. Zmiany są ciężkie, nie ma człowieka, którego takie zmiany nie powaliły by na kolana. Tego czego doświadczamy, takie rzeczy zmieniają ludzi. Brak nogi daje się we znaki: zmęczeniem, bólem kikuta, komplikacjami kostnymi, otarciami kikuta, bólami fantomowymi itd.. Nie jest łatwo żyć bez nogi. Ale można żyć.
Nie wiem czy lepiej, na pewno inaczej. Czy da się żyć? – TAK, czy jest to proste? – NIE, czy jest łatwo? – NIE. Każdego dnia trzeba walczyć, wstać założyć protezę i starać się iść dalej co łatwe nie jest. Zawsze sobie powtarzałem przed amputacją, że to może być ogromna szansa na inne, a może nawet lepsze życie. I zawsze mówiłem, że lepiej jest umrzeć na stojąco niż żyć na kolanach. Czy zatem warto było? – nie mam nogi której i tak nie miałem, z której nie korzystałem. Cierpienia i bólu po amputacji, pustki po utraconej nodze już niczym nie zastąpię. Ale dzięki tej decyzji żyję, nie tak dobrze jak osoby całkiem zdrowe, ale też nie jest źle. Więc… chyba było warto, ale na pewno nie było łatwo.

Autor: Jurek

komentarze 2

  • karolina

    Chwyta za serducho. Szanuję Twoją odwagę podzielenia się tym. Dzielny i mądry facet z Ciebie Jurek. Pozdrawiam Cię 😊

  • Malwina

    Jurek pięknie napisane!
    Podziwiam i gratuluje.

    „Odwaga to nie brak strachu, lecz raczej stwierdzenie że coś innego jest ważniejsze niż strach.”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *